W lesie zapadła cisza, ostatnie czerwone promienie słońca już znikały.
-Moi drodzy chłopcy, jesteście tymi, których wygnano lub sami uciekli, zrobiłam z was bandę najniebezpieczniejszą jaka chodziła po ziemi. Jesteście jedną wielką mieszanką ras: ludzie, krasnoludy, magowie i centaury. Ale żyjemy z tego, że pomagamy innym. Teraz mamy niebezpieczną misję, więc nikogo nie zmuszam do udziału w niej, a chodzi o gromadę wilkołaków, z tego co wiem to młodych, atakują miasto dla zabawy nie dla pożywienia. Musimy je załatwić. A więc kto idzie ze mną?
Wszyscy zaczęli szeptać między sobą.
-Jak co jestem w namiocie, każdy kto się zdecyduje niech przyjdzie. Reszta niech zabezpieczy obozowisko i posprząta bo mi się szczerze nie chce
Amika poszła do namiotu, ściągnęła płaszcz i stanęła przed lustrem, na dworze było dać się słyszeć liczne rozmowy i wielki rozgardiasz.
-Co ja takiego robię, że oni się tak mnie słuchają?
Popatrzyła na swoje odbicie, delikatna skóra w błyszczącej zbroi na kształt sukienki, z naramiennikami. Czerwone włosy do pasa upięte teraz w dwa kucyki. Stała przed odbiciem drobnej siedemnastolatki, która stała na czele bandy przestępców.
Do namiotu wpakowały się trzy krasnoludy
-Pani, my chcemy iść
-Tak i w papusię im
-Jak jebko na mus
-Jabłko debilu
-No dobra, to mam trzy krasnoludy, idźcie się przygotować o świcie ruszamy na polowanko, wyśpijcie się i przygotujcie najlepszą broń jaką mamy.
Krasnoludy pokornie się pokłoniły i wybiegły. Amika usiadła, z za pasa wyciągnęła drobne lusterko w srebrnej ramce.
-Czy to Lustro Pixie?
Nawet nie dało się słyszeć gdy do namiotu wszedł Askavar, z ciekawością zaglądał przez ramię.
-Tak pokazuje wszystko co się dzieje w danej chwili, coś czuje że chciał byś coś zobaczyć?
Amika spojrzała na towarzysza, w jego oczach ujrzała nadzieje.
-Wiesz pani jak uciekłem z domu, zostawiłem moich rodziców bez żadnej wiadomości, teraz tego żałuje, a oni zapewne za mną tęsknią, ale boje się wrócić.
Dziewczyna podała mu lusterko, w którym widać było starszą parę siedząca przy starym powycieranym stole, akurat jedli kolacje, na ich twarzach rysował się smutek.
-Wróć do nich, nie musisz cały czas być z nami, a oni tęsknią. im dłużej cię przy nich nie ma tym większy zadajesz ból sobie i im.
-Jeśli tak mówisz Pani, to wrócę, ale po wyprawie na wilkołaki, a wracając do nich chyba cała banda pójdzie bo nikt nie ma ochoty tu sprzątać
-Jasny gwint czyli ja będę musiała tu ogarnąć. No co nie zostawimy tu przecież takiego syfu.
Askvar się zaśmiał, do namiotu wpakowała się cała banda i jednogłośnie stwierdziła że wszyscy idą. A więc czas zaplanować atak.
-Dzięki Lustrze Pixie wiemy gdzie znajduje się kryjówka wilkołaków, żeby ograniczyć szkody w ludziach, magowie stworzą golemy, zrobimy z nich mięso armatnie. My pójdziemy w drugiej linii, a łucznicy będą nas osłaniać. I pamiętajcie by podejść do magów z bronią by oni zmienili metal w srebro, bo tylko tak możemy pokonać te kundle. Jeśli wszystko jasne to do namiotów spać. Rano wyruszamy.
Wszyscy się rozeszli. Dziewczyna mogła w końcu się położyć, musi się wyspać jutro czeka nas ciężki dzień. Wilkołaki to nie byle kto.
Rano z pierwszymi promieniami przed namiotem dowódcy ustawił się rząd gotowych do walki istot. teraz tylko czekali na przywódcę. Amika wyskoczyła z namiotu radosna i szczęśliwa
-Jak się czujemy misiaczki przed obławą, dziś nasz wielki dzień i ostatnie chwile z Krebsem, a z tej że okazji mam dla niego prezent pożegnalny
Weszła do namiotu, wszyscy spojrzeli po sobie nie wiedząc o co chodzi, Amika wyszła po chwili niosąc w garści lniany woreczek i pudełko. Podeszła do Krebsa
-Proszę tu są pieniądze, które zapewnią byt tobie i twojej rodzinie, a tu mały prezent. Upiekłam trochę ciastek, tak na pożegnanie.
Krebs ze łzami spojrzał na twarz dziewczyny, nie potrafił wyrazić swojej wdzięczności, zrobiła dla niego tak wiele choć nie musiała.
-Dobra ciapcioki ruszamy bo nam psiaki ze starości zdechną
Gdy doszli do jaskini magowie stworzyli dwadzieścia golemów, które otoczyły wlot jamy. Na drzewach usadowili się łucznicy celując do środka jamy, a pod nimi ustawiła się reszta.
-Niech trzy golemy wejdą do jamy i wyciągną naszą zwierzynkę
Jak rzekła przywódczyni tak też się stało do jamy weszły trzy golemy, mały huk i z jamy wybiegło dwadzieścia wilkołaków wprost pod nogi reszty glinianych wytworów, łucznicy naprężyli łuki
-Czekajcie, aż wyjdą wszystkie razem z golemami.
Wilki miotały się próbując uciec, atakowały ale kończyło się tylko z gliną w zębach. Nastąpił jeszcze jeden huk i z jamy wybiegły kolejne wilkołaki a za nimi golemy.
-Zablokować jamę!
Trzy golemy w jednej chwili zmieniły się we właz zamykający jamę.
-Strzelać!
W powietrzu dało się słyszeć łopot strzał i wycie wilków
-Na miejsca! Atak!
Rozjuszona banda rzuciła się na wilki, doszło do krwawych starć, w powietrzu unosił się mdły zapach krwi. W słonecznym świetle błyskały promienie odbite od srebrnej broni. Jednak Amike zastanawiało jedno. Ktoś musiał stworzyć taką bandę wilków, i nie byle kto... Dziewczyna usłyszała za sobą groźne warczenie. Z dzikim uśmiechem odwróciła się.
-I kogo tu mamy, więc to ty tak walisz kundlem.
W tym samym momencie wielki wilk rzucił się na dziewczynę, ta jednak zrobiła unik, sprawiając że łeb bestii zatrzymał się na wielkim dębie.
-Za wolno
Wyciągnęła z za pasa dwa ostrza wyglądające jak małe trójzęby, jednym machnięciem zadrasnęła potwora i odruchowo odskoczyła w tył. Na jej twarzy zawitał szalony uśmiech.
-To teraz sobie potańczymy misiu
Walka Amiki z wilkołakiem, wyglądała jak taniec wiatru z liśćmi, dziewczyna skakała wokół bestii, co jakiś czas zadając cios. Reszta bandy już dawno skończyła teraz tylko patrzyli w kierunku dowódczyni, po chwili zatrzymała się z uśmiechem mrugnęła w stronę towarzyszy, a bestia padła trupem pod jej nogi.
-Chłopcy teraz was nie uciesze, ale to wszystko musimy sprowadzić pod bramy miasta...
-Zrobimy wóz, podczepi się go do nas i tak zawieziemy
Zaproponował centaur
-No dobra to bierzemy się do roboty
Dało się słyszeć jęki niechęci, ale wszyscy ruszyli do roboty
***
-Panie burmistrzu, musi to pan zobaczyć! Szybko do bramy.
Burmistrz stanął przed bramą jak wryty, tuz przed murami leżały trupy pięćdziesięciu wilkołaków, a na szczycie siedział mały ludzik, który podszedł do burmistrza
-Witaj burmistrzu słyszałem, że mogę wrócić
-Tak. Zostałeś oczyszczony z zarzutów, ale jak tego dokonaliście...
-Cuda burmistrzu, cuda.
***
Tego dnia w jednym z domów, dało się słyszeć płacz szczęścia. Rodzina nie mogła się nacieszyć, że znowu są razem. I teraz nic nie jest im straszne. Ojciec podszedł do okna, popatrzył na księżyc.
-Dziękuje ci Amiko
Nagle zauważył na dachu ruch, uśmiechnął się w duszy sam do siebie
-Co tam zobaczyłeś kochanie
-Nic, dziękowałem tylko za to, że jesteśmy znowu razem
-Dziękuje
Rzekła kobieta po czym razem odeszli do dzieci
-Proszę bardzo
Odpowiedziała postać na dachu, na przeciwko. Po czym jednym susem zeskoczyła i znikła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz