piątek, 12 lutego 2010

Rozdział I - Układ

Nastał ranek. Przez korony drzew przebijały się ciepłe promienie słońca, banda wyrzutków budziła się do życia.

-Askavar!

Dopiero teraz grupa zauważyła stojącą pod drzewem, zakapturzoną postać. Z przerażeniem w oczach, wszyscy się zerwali i zaczęli udawać że robią coś ważnego. Chudy mężczyzna, na oko 20 letni podszedł do postaci i uklęknął przed nią.

-Jak tam nasza "wesoła gromadka", mam nadzieje, że wczoraj zbytnio nie zabalowaliście pod moją nieobecność i dziś się jeszcze do czegoś nadajecie

-Pani, jakie są twoje rozkazy na dziś?

-No cóż, który z was pochodzi z Doliny Morok?

-Jak się nie mylę to Krebs

-Poproś go tutaj.

Askavar podszedł do drobnego człowieczka. Chwilę coś rozmawiali po czym razem wrócili

-Ty jesteś Krebs z Doliny Morok? Za co cię wygnali?

-Ja pani zostałem wygnany za rabunki i morderstwo

-Hmmmm... Ciekawe opowiedz szerzej. Dlaczego to zrobiłeś?

-No cóż, w Morok mieszka moja żona i trójka dzieci, nie wiodło się nam zbyt dobrze. Kradłem by jakoś utrzymać nas przy życiu, a moja żona dorabiała jako służba. Gdy się dowiedziałem, że ten bogaty gbur Dagor robi jej krzywdę wiedziałem, że nie mogę tego tak zostawić poszedłem i go zabiłem by ochronić ukochaną

-A co powiesz drogi misiaczku, jak ci powiem,ze jest możliwość byś wrócił do żonki i dzieciaczków, oraz został oczyszczony z zarzutów

-Przecież to nie możliwe. Jak ty chcesz tego dokonać.

Postać ściągnęła kaptur stając w miejscu gdzie padały promienie słońca, które w tym momencie oświetliły delikatną twarz o morelowym odcieniu, na którą spływały krwistoczerwone kosmyki włosów. Z dziką radością opętanego dziecka popatrzyła na sługę

-Mamy misję!

Jej dziki śmiech rozniósł się po całym lesie, nawet ludzie pracujący na polach za lasem dali radę go usłyszeć


***


-Panie co my teraz zrobimy, na wilkołaki nie ma rady. Możemy chyba tylko czekać, aż zabiją nas wszystkich

-Jak burmistrz mam za cel chronić ludność, więc musimy znaleźć jakiś sposób, albo...

-Albo bandę, która pokona te rozhisteryzowane kundle

dokończyła zdanie postać, która przed sekundą wskoczyła do pomieszczenia przez okno. Przerażony burmistrz wraz z doradcą, odruchowo odsunęli się pod ścianę

-Czego chcesz, pieniędzy nie mamy, miasto spływa biedą. Ja nie postępowałem źle więc, kim jesteś i po co?

Postać ukryta pod kapturem płaszcza cmoknęła

-Zawsze te same pytania: kim jesteś i po co? Nie powiem wam kim jestem, bo to by wam nie pomogło, ale powiem wam po co. No cóż wy możecie pomóc mojemu przyjacielowi, a ja mogę pomóc wam. Załatwię te kundle pod warunkiem, że zapomnimy o sprawie kradzieży i morderstwa człowieka o imieniu Krebs.

-Ale to morderca...

-A! A! A!

Postać jednym susem znalazła się przed burmistrzem i palcem zakryła mu usta

-Znacie okoliczności sprawy? Nie! Więc umówmy się ja załatwiam waszą sprawę, a wy moją. A jeśli się dowiem, że coś jest nie tak. Oczekujcie mojej wizyty, będzie ona waszą ostatnią. Więc jak umowa stoi?

Burmistrz spojrzał na doradcę, z ich oczu wyczytać było można tylko jedno: "Nie mamy wyjścia"

-Zgadzamy się, ale jaką mamy pewność.

-Przekonacie się

Postać tak jak się pojawiła tak znikła

-No to mamy problem z głowy. Chyba...

-Panie a co z tym zbrodniarzem Krebsem?

-No jak to co, spalamy jego akta i zapominamy o przewinieniach

-Ale...

-Żadne "ale", dzięki temu uratujemy miasto

W oddali dało się słyszeć wycie wilka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz